poniedziałek, 5 maja 2014
Prolog
Przemierzała gniewnym krokiem korytarz wsłuchując się w moje głośne kroki, gdy czarne trampki z ćwiekami na czubku miarowo uderzały o kafelkowaną podłogę. Byłam wściekła. Tak cholernie wściekła na Alice, Elizabeth i Lucy. Te dziwki zniszczyły mi życie, które zaczęło się powoli układać w miasteczku Buxton. Było to niewielkie miasto jako jedne z niewielu nie było otoczone wysokimi pięciometrowymi murami z drutem kolczastym na wierzchu i strażnicami co 20 metrów. Było to miasto, które zaginione gdzieś tam daleko nikogo nie obchodziło i nikt nie myślał, że mogą wychowywać się tam jacyś buntownicy z zimną krwią. Idealne warunki by żyć na własnych zasadach przez nikogo nie być kontrolowanym. Ale ten rozdział z spokojnym życiem powinnam już zamknąć dzięki moim kochanym sukom z domu dziecka, w którym mieszkałam od kiedy skończyłam 12 lat. Na pewno chcielibyście wiedzieć czemu trafiłam do domu dziecka, czemu one zniszczyły mi życie i czemu tak bardzo nienawidzę miejsca, do którego przybyłam? Hmmm, życie jest na tyle sprawiedliwe, że mam jeszcze coś do powiedzenia w tej sprawie i nie zamierzam wam wyjawić wszystkiego. Ze spokojem kiedyś się dowiecie, ale nie dziś.
Podeszłam do szafek i mocnym kopniakiem przywaliłam w i tak już podniszczone szafki zostawiając wgniecenie. Czerwona farba odeszła w miejscu mojego kopnięcia pozostawiając szary zimny metal. Powinnam się nauczyć kontrolować złość. Oparłam się tyłem o szafki i zsunęłam na brudną ziemię. Podkurczyłam do siebie nogi i położyłam na nich łokcie. Z czystą nienawiścią patrzyłam na szarawe niebo, na którym od czasu do czasu przelatywały samotne samoloty. Kolejny właśnie przeciął niebo. Rafale. Kojarzyłam go z nauk, których udzielali mi rodzice. Zabawne? Normalni rodzice uczą dzieci jak się dobrze zachować, czego nie wolno robić i jak najlepiej spędzać wolny czas. Gry, zabawy i inne tego typu pierdoły. Ale w moim słowniku nie widniało hasło ,,szczęśliwe dzieciństwo” w moim słowniku nie ma miejsca na słowa takie jak radość, szczęście, przyjemność. To było słowa, które mimo, że wielokrotnie doświadczałam nigdy tak naprawdę ich nie potrzebowałam. To całe pieprzenie, że każdy potrzebuję miłości, szczęścia i zabawy było dla mnie nie do zniesienia. Nie po to byłam wychowywana by łamać serca mężczyzną i sprawiać, że każda kobieta chciała by mieć taką przyjaciółkę. O nie. Ja zostałam stworzona do totalnie innego celu. A jakiego? Sama jeszcze nie wiem, ale wiem, że w natłoku wydarzeń, których będę świadkiem nie znajdzie się miejsce na miłość czy przyjaźń. To było niebezpieczne. Ja byłam niebezpieczna. Panie i panowie, oto ja, Alex Parker i zamierzam przypierdolić życiu prosto w twarz.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz